Czytaj dalej Nieuchronnie, obecny cykl słoneczny zbliża się do szczytu: prawie każdego dnia słońce rzuca teraz świecącą materię w przestrzeń w spektakularnych eksplozjach. Naukowcy z Nasa oczekują maksimum w połowie roku, a silna aktywność powinna trwać do końca 2001 roku. Imponujące erupcje - na przykład 18 stycznia Słońce podekscytowane ogromną erupcją w postaci ośmiu, 31 stycznia wysadziła coś w rodzaju pierścienia dymnego w kosmos - może powodować więcej zorzy na Ziemi, zakłócać ruch radiowy, a nawet prowadzić do poważnych awarii zasilania - jak w 1989 r. w kanadyjskiej prowincji Quebec, przy ostatnim maksimum słonecznym.

Według fizyka NASA Davida Hathaway'a z Marshall Space Flight Center, liczba plam słonecznych osiągnie szczyt około połowy 2000 roku. Liczba plam słonecznych jest miarą aktywności Słońca, ponieważ rozbłyski słoneczne i inne erupcje są głównie związane z silnymi polami magnetycznymi plam. „Ostatnie obliczenia sugerują, że liczba miejsc będzie nieco niższa niż początkowo oczekiwano”, powiedział Hathaway, „prawdopodobnie o tej samej wielkości, co dwie ostatnie maksima w 1989 i 1978 r., Powyżej średniej wszystkich zaobserwowanych cykli słonecznych od połowy lata XVIII wieku. ”Obecnie liczba plam słonecznych wynosi ponad 200. Średnio Hathaway spodziewa się około 150 miejsc w maksimum. Ich liczba podlega jednak silnym wahaniom.

Słońce pokazuje różne rodzaje erupcji, które są streszczone pod pojęciem „wypukłości”: tak zwane rozbłyski słoneczne („rozbłyski”) są erupcjami na powierzchni Słońca. W ciągu kilku minut materia zostaje podgrzana do kilku milionów stopni. Flara uwalnia tyle samo energii, co eksplozja miliarda megatonów TNT. Energia ta jest uwalniana w postaci twardego promieniowania elektromagnetycznego w zakresie gamma i rentgenowskim, a także wyrzucających protony i elektrony, które docierają do Ziemi w zaledwie kilka minut.

Zwykle rozbłyski występują w plamach słonecznych wzdłuż linii, w których pole magnetyczne zmienia biegunowość. Spaceweather.com donosi, że dwie duże grupy plamek o złożonym polu magnetycznym liczą na wybuchy średniego zasięgu (klasa M) w najbliższej przyszłości. Rozbłyski są klasyfikowane zgodnie z ich jasnością w świetle rentgenowskim: największe należą do klasy X i są dziesięć razy bardziej energiczne niż środkowe pochodnie słoneczne klasy M. Dziesięć razy mniej energii promieniuje z rozbłyskami klasy C. pokaz

Drugim rodzajem wypukłości jest „wyrzut masy wieńcowej” (CME). Są to duże bąbelki zjonizowanego gazu, które mają własne pole magnetyczne. Słońce emituje taki bąbel przez kilka godzin. CME są często kojarzone z rozbłyskami słonecznymi, ale nie zawsze. Oba są spowodowane zmianami lokalnego pola magnetycznego. Przy minimum nasłonecznienia jest około jednego CME na tydzień, a maksimum to dwa do trzech dziennie.

17 lutego obserwatorium słoneczne Soho zaobserwowało CME przybywające bezpośrednio na Ziemię. Gdy chmura zbliżyła się do ziemi, wyglądało to jak rosnący dziedziniec wokół Słońca. Ponieważ CME poruszają się znacznie wolniej niż cząstki z rozbłysków, dotarcie do Ziemi zajmuje od dwóch do trzech dni. 19 lutego nadszedł czas: chmura, która była dwa razy szybsza niż normalny wiatr słoneczny, a zatem tzw. Fala uderzeniowa przed sobą, uderzyła w pole magnetyczne Ziemi. Ponieważ pole chmury miało silny komponent skierowany na południe, mogło ono częściowo zniszczyć pole magnetyczne Ziemi. Pozwoliłoby to na przełamanie naładowanych cząstek przez ziemskie pasy radiacyjne i prawdopodobnie spowodowałoby zorze polarne na średnich szerokościach geograficznych. Tym razem jednak tak się nie stało: krótko po zderzeniu pole chmury zawróciło.

23 lutego następna burza cząstek uderzyła w ziemię: tym razem odpowiedzialna była słaba plama w polu magnetycznym Słońca. Stworzyło dziurę w koronie, atmosferze słonecznej, przez którą naładowane cząstki wiatru słonecznego mogą uciec dwukrotnie szybciej niż zwykle. Dziura, która teraz zniknęła z tyłu Słońca, obraca się raz na dwadzieścia siedem dni wokół osi Słońca. Mniej więcej raz w miesiącu dziura, która istnieje od siedmiu miesięcy, wskazuje bezpośrednio na Ziemię i może również powodować światła polarne, zakłócenia satelitarne itp. Z powodu zwiększonego wiatru słonecznego.

Stopniowo możliwe staje się przewidywanie „pogody kosmicznej” - zakłóceń pola magnetycznego Ziemi z powodu zwiększonego promieniowania słonecznego. Głównymi autorami są obserwatoria kosmiczne Soho, Advanced Composition Explorer (ACE) i Yohkoh. Soho i ACE znajdują się 1, 5 miliona kilometrów od Ziemi na orbicie wokół Słońca, gdzie potrzebują roku na orbitę tak jak Ziemia. W rezultacie zawsze stoją dokładnie między ziemią a słońcem i mogą bez przerwy obserwować gwiazdę centralną. 15 marca NASA chce wysłać zdjęcie satelitarne na eliptyczną orbitę wokół Ziemi. Obraz przeznaczony jest do pomiaru reakcji pola magnetycznego Ziemi na aktywność słoneczną, umożliwiając tym samym lepsze prognozowanie pogody kosmicznej.

„Im bardziej nasze społeczeństwo uzależnia się od telewizji satelitarnej, nawigacji satelitarnej, telefonów komórkowych i innych błogosławieństw związanych z erą kosmiczną, tym ważniejsze jest przewidywanie burz geomagnetycznych i słonecznych - być może równie ważne jak określenie prawdopodobieństwa opadów na następny dzień”, pisze NASA, „Niestety, prognoza pogody w kosmosie jest o 40 do 50 lat opóźniona od zwykłego raportu pogodowego.” Zdjęcie powinno wreszcie dać szerszy przegląd operacji w magnetosferze Ziemi i zmierzyć, w jaki sposób tarcza reaguje na uderzenie cząstek ze słońca. „Pomyśl tylko, w jaki sposób geosynchroniczne satelity pogodowe poprawiły pozycję meteorologów” - mówi Dennis Gallagher z Marshall Space Flight Center w NASA. „W dzisiejszych czasach każdy może dostrzec huragan na zdjęciu satelitarnym. Jeśli teraz można oglądać w czasie rzeczywistym obrazy pierścieni, fosforu plazmowego i magnetopauzy, nasz temat również ulegnie dramatycznej zmianie ”.

Ute Kehse

science.de

Zalecane Wybór Redakcji